Faza dysymulatywna izraelskiej patokracji
Prowadzący dyskusję: Własnymi rękoma, zabiję każdego terrorystę tutaj, w państwie Izrael.
Ben-Gvir: Obiecuję ci, że poruszę niebo i ziemię żeby to się udało.
Nie zasługują na to, by żyć.
Izraelski minister Bezpieczeństwa Wewnętrznego Itamar Ben-Gvir:
Oni cierpią. Jest to dla nich ciężkie. Jest to dla nich złe. Jestem szczęśliwy, że jest to dla nich złe.
I owszem, otrzymują minimum z minimum, z minimum wszystkich minimów. Ale masz rację – ostatecznie, tylko kara śmierci.
To jest jedyna rzecz, która może spowodować niecałkowitą korektę, ale jakiś rodzaj korekty i ulgi tego ogromnego bólu.
Jestem zdania że celowane zabójstwa powinny być wykonywane w Gazie każdej nocy – zabójstwa 30, 40 osób. Nie tylko tych, którzy zagrażają Tobie w danej chwili.
Tam są ludzie którzy nie powinni żyć. Nie powinni żyć.
Jestem bardzo uprzejmy nazywając ich ludźmi.
W mojej wizji przyszłości widzę całą Gazę naszą. Jeśli bóg pozwoli. Osadnicy – nie tylko w Gush Katif, ale z całej Gazy.
Zachęcić jak największą liczbę do emigracji i wysłać ich do ich krajów.
I terrorystów – żadnej emigracji i niczego podobnego. Wymordować ich wszystkich jeden po drugim, co do nogi.
Mówią: „Ten facet jest szalony.”
Tak, trzeba być szalonym na Bliskim Wschodzie. Jesteśmy na Bliskim Wschodzie.
Jest taki stereotyp że wszyscy Hamasowcy pragną śmierci, że wszyscy dżihadyści jej pragną. Nie zgadzam się z tym.
Może 5%, 10% Hamasowców pragnie zginąć.
Ale większość z nich chce żyć. Chcą żyć.
Inshallah, tak szybko jak to jest możliwe, tak szybko jak to jest możliwe, wejdziemy do Gazy, osiedlimy się tam i zemigrujemy jej aktualnych mieszkańców.
Tych mieszkańców już prawie nie ma, gdyż psychopaci z Izraela wymordowali co najmniej 1 mln Gazańczyków, więc nie będą mieli większych problemów z wypędzeniem reszty pozostałych niedobitków:
Osoby, które w podobny sposób zostały wytrącone ze zrzeszenia ponerogennego, ponieważ okazały się zbyt normalnymi ludźmi, przeżywają gorzko swój specyficzny stan, bo okazuje się on nader trudno zrozumiały
dla nich samych. Idea, która tworzyła czynnik ich sensu życia, została w trudno zrozumiały sposób zniekształcona. Ich osobowości zostały już w dziwny sposób zmienione — na skutek nasycenia tworzywem psychopatologicznym. Walczą więc z tym, jakby z demonami, które wdarły się do ich duszy. Łatwo więc wpadająw przeciwne skrajności. Tymczasem potrzebują odpoczynku, zrozumienia i dobrej rady. Psychoterapia oparta o ponerologiczne zrozumienie przyczyn ich stanu mogłaby dać szybkie i szczęśliwe
rezultaty. Jeżeli jednak zrzeszenie, które taki człowiek opuścił, jest zbyt potężne, może dosięgnąć go pomsta, jako zdrajcę wspaniałej ideologii. Wtedy karząca ręka takiej władzy może dosięgnąć także i psychoterapeutę.
Jest to więc burzliwy okres poneryzacji zrzeszenia. Po nim następuje jednak pewna stabilizacja jego treści, struktury i obyczaju. Aby nie zawodzić się więcej, jak na tych którzy zdefektowali, wprowadza się pewne rygory selekcyjne o wyraźnie psychologicznym charakterze. Bada się ludzi, czy nie są aby nazbyt normalni psychicznie lub samodzielni umysłowo. Wytwarza się wewnętrzna funkcja osób w rodzaju „psychologów”, niewątpliwie korzystających z opisanej już wiedzy specjalnej, jaką natura daje psychopatom. O „ideologiczną czystość” dbają już fascynatorzy. Pozycja wodza jest już względnie utrwalona. Małowierni członkowie, którzy zdradzają skłonności do krytyki, zostają poddani odpowiedniej kontroli.
Z zachowaniem godności i stylu, przywództwo dyskutuje opinie i zamiary psychicznie i moralnie patologiczne. Wszelkie skojarzenia, które mogłyby wskazywać na takową ich jakość, zostają wyeliminowane w procesie myślenia konwersyjnego. Zrzeszenie wchodzi w stan, w którym jako
całość przyjmuje maskę i pozory normalności. Podobny stan w odniesieniu do zjawisk makrosocjalnych nazwiemy w następnym rozdziale — ich fazą dysymulatywną.Ponerologia polityczna – A.Łobaczewski
Nie mogło zabraknąć w ramach nadrabiania zaległości, a Ben-Gvir publicznie przyznaje się do tego, że jest szalony. Jest psychopatą, tak jak ok. 45% Izraelczyków.