Jeśli już zaczynacie widzieć czym jest monoteizm i zaczynacie szukać czegoś, co może w Waszym życiu pustkę po monoteiźmie zapełnić, trafiacie na nauki Wschodu w ich różnych odmianach. W tym wpisie redakcja zrybom prezentuje dwa różne wschodnie podejścia do prawdy: ścieżkę inwolucyjną, tybetańską, czarnomagiczną, satanistyczną dostępną w polskich mediach dzięki Tulku Lobsang Rinpoche oraz ścieżkę ewolucyjną, chińską, shaolińską dostępną w Internetach dzięki mistrzowi Shaolin Shi Heng Yi.
Zanim przejdę do analizy wypowiedzi Tulku Lobsang Rinpoche wartoby zdefiniować czym wg słownika PWN jest prawda:
1. «zgodna z rzeczywistością treść słów, interpretacja faktów, przedstawienie czegoś zgodne z realiami»
2. «to, co rzeczywiście jest, istnieje lub było»
3. «zasada dowiedziona naukowo lub wynikająca z doświadczenia, uważana powszechnie za niepodważalną»
Ale do rzeczy, mistyk z Tybetu, który oświadcza że jest ósmą inkarnacją tybetańskiego mistrzunia (redaktor zrybom stwierdził, żeby oszczędzić czas swoich Czytelników nie będzie wnikał w to oświadczenie), twierdzi, że:
„Im więcej prawd, tym bardziej się dzielimy.”
Na początek wypadałoby ustalić czy to zdanie jest prawdziwe w sensie logicznym. Z pomocą przychodzi nam w tym matematyka. Jeżeli założyć że prawda to wynik, konkretna liczba to czy te słowa mają sens? No, nie mają. Dla wyniku, konkretnej liczby (a nie złotego środka), który znajduje się w konkretnym punkcie, jego położenie – prawda jest jedna i niepodzielna. Inny wynik niż prawda będzie zatem fałszem. Będzie znajdował poza zbiorem prawd. Więc zdanie czarnego mistrzunia z Tybetu, na którym opiera on swój wywód jest fałszywe.
Idąc dalej tym tokiem rozumowania dla mistrzunia jest za dużo prawdy na świecie. Wolałby zapewne, żeby ludzie karmili się tybetańską fikcją.
To zdanie może też świadczyć, że mistrzuniowi nie podoba się to, że ktoś ma inny punkt widzenia.
„Z ich powodu walczymy.”
Jak już ustaliliśmy prawda jest konkretnym wynikiem, więc jeśli ktoś do niej dotarł, obliczył ją i wyszedł mu konkretny wynik, to nie będzie walczył z kimś, kto podobnie jak on zna rozwiązanie.
Innymi słowy jeżeli mamy zdrowe nieuszkodzone ludzkie mózgi (rzadkość na tym świecie), nie walczymy o to aby inni ludzie czuli i myśleli na nasz sposób. Do opisu zachowań osobników lub osób terroryzujących w ten sposób swoje otoczenie lub nawet całe narody, powstał nieznany mistrzuniowi dział nauki, czyli psychopatologia, który powinien być już po części przyswojony przez Czytelników tego bloga.
Zło jest uwarunkowane biologicznie, a nie jest wynikiem odmiennych poglądów, ale mistrzunio nie jest tutaj po to, by obnażać zło.
„Z ich powodu cierpimy.”
W końcu pojawia się cierpienie, czyli motyw przewodni wyznawanej przez mistrzunia ideologii religijnej.
Czy cierpimy z powodu tego, że otrzymaliśmy ten sam wynik (prawd=prawdy) co nasz koleżanka, kolega, sąsiadka czy sąsiad? Czy odczuwamy jakiś rodzaj bólu lub innego dyskomfortu? Opowiedź na tak postawione pytanie nasuwa się sama.
Sprowadzając to na inną płaszczyznę: czy cierpimy z powodu odmiennych poglądów?
Wręcz przeciwnie i dobrze jest mieć swoje zdanie, własną indywidualność, by móc oprzeć się takim sekciarskim manipulacjom.
„Współczesny świat cierpi właśnie z powodu prawdy.”
Typowe sekciarsko-tybetańskie pranie mózgu, bo gdyby to zdanie było prawdziwe to wszyscy, którzy dotarli do prawdy i zgromadzili odpowiednią ilość wiedzy o otaczających ich świecie powinni się znaleźć w stanie cierpiętniczej psychozy.
Ale czyżby tymi słowy mistrzunio starał się zapobiec odkrywaniu prawdy, gdyż każdemu kto ją odkryje grozi cierpienie? Hmm… Metody stosowane przez mistrzunia jako żywo przypominają te stosowane przez Kościół (starszenie ogniem piekelnym, grzechem, klątwą, itp.)
„Prawda nie jest najważniejsza.”
Pewnie, lepsze od prawdy są fejki demagoga, TVP, Onetu czy mistrzunia.
„Ważniejsza jest miłość.”
I światło. Love and light. Mistrzunio posługuję się metodami, które wykorzystują sekty New Age. A ilu ludzi tyle definicji tzw. miłości.
„Prawda pozbawiona miłości staje się trucizną.”
Jak prawda może być pozbawiona wiedzy, zrozumienia dla drugiego człowieka i świata, bo tak redaktor zrybom definiuje miłość? Nie może, bo wtedy jest fałszem i to zdanie też jest pozbawione logiki.
„Wiem, że w kulturze zachodu prawda zajmuję bardzo wysoką pozycję.”
* I bardzo mi się to nie podoba, bo lubię fałsz i jestem wyspecjalizowany w sekciarskim, tybetańskim praniu mózgu. *
Poza tym redaktor zrybom ma duże wątpliwości czy prawda w kulturze Zachodu (katolicyzm, monoteizm) rzeczywiście zajmuje wysoką pozycję.
„Jest niemal traktowana jak Bóg.”
Interesujące. Czyżby Harry z Tybetu wyznawał monoteizm?
„Mam prawdę i wszyscy się tym ekscytują.”
Czyżby przez Harrego z Tybetu przemawiała zazdrość w stosunku do prawdy która „w kulturze zachodu prawda zajmuję bardzo wysoką pozycję”?
„Dlatego mówi się, że duwdziesty pierwszy wiek jest wiekiem przebudzenia, bo każdy może wyrażać swoją prawdę.”
Kto mówi? I czym dla Harryego z Tybetu jest przebudzenie?
„Ale prawda nigdy nie jest całkowicie czysta.”
Mistrzunio ją zbrukał, więc jak może być?
Natura ludzka jest zła?
„Każda prawda jest ukształtowana przez kulturę, jest przefiltrowana przez kulturę, filozofię czy naukę.”
Harry z Tybetu przyjechał ze swoim skażonym sokiem z buraka i nie podoba mu się, że ktoś go filtruje.
„Nie ma całkowicie czystej nauki, nie ma całkowicie czystej filozofii, nie ma całkowicie czystej kultury.”
Dla Harryego jak widać wszystko jest skażone. Ale to zdanie też jest nielogiczne, bo skoro wcześniej coś zostało przefiltrowane (przez prawdę która wg Harryego „w kulturze zachodu zajmuję bardzo wysoką pozycję”) to jak może być nieczyste? Albo zostało przefiltrowane albo skażone. Innej opcji nie ma.
„Dlatego mówię: prawda nie wystarczy aby uczynić świat lepszym.”
Dlatego mówię: mój zanieczyszczony fałszem sok z buraka jest najlepszy na świecie.
„Nie rodzimy się z prawdą, a powstaje jej coraz więcej.”
Soku z buraka nie ma, ale produkujemy go coraz więcej.
Na koniec tej analizy pytanie od redaktora: jaki procent wypowiedzi Harryego ma logiczny sens?
W przedstawieniu odmiennego spojrzenia na prawdę płynącą z Dalekiego Wschodu, redaktor miał się posłużyć osobą mistrza Shaolin Shi Heng Yi, ale gdy dotarł do jego wypowiedzi o Ego, stwierdził, że się wstrzyma i pozwoli mu się dokształcić (w przeciwieństwie do mistyka z Tybetu, Shi Heng Yi jest otwarty na nowe poznanie – prawdę i cały czas się doskonali, więc redaktor nie będzie się nad nim pastwić).