Masz dość obłudy organów ścigania i orzekania o przestępstwo? Odezwij się. Redakcja zrybom.eu opisze Twoją sprawę. Zapewniamy dyskrecję (w miarę możliwości).
HomeBez kategoriiWuj Sam mówi o kosmitach czyli rozwikłanie zagadki paradoksu „ferm jego” (ferm Syndykatu)
Wuj Sam mówi o kosmitach czyli rozwikłanie zagadki paradoksu „ferm jego” (ferm Syndykatu)
Trump naprawdę mówi to o kosmitach?! Ujawnił, gdzie żyją
Wyciek tajemnych informacji o kosmitach czy może tylko plotki?! Syn legendarnego Ozzy’ego Osbourne’a wyznał, że zna pewne osoby z bliskiego otoczenia Donalda Trumpa. Osoby te miały powiedzieć mu, co prezydent Stanów Zjednoczonych mówi o… kosmitach. Podobno Donald Trump potwierdza istnienie takich zjawisk, jednak mówił o „obcych” coś, co może zaskoczyć wielu.
Trump opowiada o „kosmitach w oceanach”? Zaskakujące wyznanie Jacka Osbourne’a
Donald Trump powiedział coś ciekawego o UFO, a teraz wyciekło to do mediów?! A może to żarty czy plotki? Szokujące wyznanie o rzekomych opowieściach prezydenta poczynił Jack Osbourne, syn Ozzy’ego Osbourne’a znany także z programów poświęconych zjawiskom paranormalnym. Opowiedział o rozmowie, jaką miał odbyć ze swoim znajomym. Jak twierdzi, mężczyzna ten jest blisko Donalda Trumpa i rozmawia z nim telefonicznie raz w tygodniu. Podczas jednej z rozmów miał zapytać prezydenta USA o UFO i ujawniane przez amerykańskie władze dokumenty dotyczące niezidentyfikowanych zjawisk.
„Nie mamy pojęcia, czym one są, ale są w oceanie”
– Nie mamy pojęcia, czym one są, ale są w oceanie – takie słowa, według Osbourne’a, miał wypowiedzieć Trump.
Osbourne zwrócił uwagę, że ogromne obszary oceanów faktycznie nadal nie zostały dokładnie zbadane. Sam przyznał jednak, że podchodzi do podobnych historii z dystansem.
Syn Ozzy’ego Osbourne’a od lat interesuje się zjawiskami paranormalnymi. Prowadził programy o UFO i przypadkach osób, które twierdzą, że zostały porwane przez obcych. Osbourne mówił, że sam znajduje się gdzieś pomiędzy wiarą a sceptycyzmem. Przyznał, że gdy słyszy podobne historie, nie przyjmuje ich automatycznie za prawdziwe. Twierdzi jednak, że możliwe jest, iż niezidentyfikowane obiekty lub istoty obserwują ludzi. Wspominał też o osobach, które opowiadały o rzekomych porwaniach oraz implantach pozostawionych przez obcych. Relacja o słowach Trumpa pochodzi więc z drugiej ręki. Sam prezydent USA nie potwierdził publicznie, że uważa, iż obcy żyją w oceanach.
Więcej udokumentowanego materiału dotyczącego poruszanej sprawy:
Otoczone tajemnicą obiekty podwodne konstruowane i użytkowane przez rząd Stanów Zjednoczonych. W bestsellerze „Podziemne bazy i tunele” doktor Richard Souder – badacz zagadnień gospodarczych i militarnych – udokumentował istnienie ogromnych podziemnych instalacji zbudowanych w tajemnicy na głębokościach setek metrów przez rząd Stanów Zjednoczonych. Tym razem idzie również tropem tajnych obiektów podwodnych. Po co je zbudowano?
Nieznane dokumenty rządowe ujawniają istnienie gigantycznych konstrukcji u wybrzeży Stanów Zjednoczonych, na dnie i pod dnem oceanu, i niezbicie dowodzą, że wojsko i inne agendy USA wykorzystują tylko tajne bazy podziemne, ale i podwodne
Podobnie rzecz się miała z Ozzym, który tak jak jego syn, nie bał się publicznie poruszać tematów związanych z obcymi cywilizacjami:
Z tego więzienia wydostaną się tylko ludzie przebiegli i zdyscyplinowani, reszta idzie na przemiał:
Chcę przemówić do twojego analitycznego umysłu – rzekł don Juan. Zastanów się przez chwilę, a potem mi powiedz, jak byś wytłumaczył sprzeczność pomiędzy inteligencją człowieka-inżyniera i głupotą jego przekonań albo głupotą jego pełnego sprzeczności zachowania. Czarownicy są przekonani, że to drapieżcy dali nam przekonania, nasze pojęcia dobra i zła, nasze prawa społeczne. To oni stworzyli nasze nadzieje i oczekiwania, sny o powodzeniu i myśli o porażce. Dali nam pożądanie, chciwość i tchórzostwo. To przez drapieżców jesteśmy tak zadowoleni z siebie, schematyczni i egoistyczni. – Ale jak można tego dokonać, don Juanie? – zapytałem, jakby bardziej jeszcze rozeźlony tym, co mówi. – Szepcą nam to wszystko do ucha, kiedy śpimy?
– Nie, nie robią tego w ten sposób. To idiotyczny pomysł! – odparł z uśmiechem.
– Są nieskończenie skuteczniejsi i bardziej zorganizowani, niż ci się zdaje. Aby zapewnić sobie naszego posłuszeństwo, uległość i słabość, drapieżcy wykonali fantastyczne posunięcie – fantastyczne, oczywiście, z punktu widzenia strategii wojennej, a przerażające z punktu widzenia tych, przeciwko którym zostało skierowane.Oddali nam swój umysł! Słyszysz, co mówię? Drapieżcy oddają nam swój umysł, który staje się naszym umysłem.Umysł drapieżców jest barokowy, pełen sprzeczności, posępny, przepełniony obawą przed zdemaskowaniem, które może nastąpić lada chwila. Wiem, że choć nigdy nie cierpiałeś głodu – ciągnął – odczuwasz niepokój związany z jedzeniem, który nie jest niczym innym, jak niepokojem drapieżcy, że w każdej chwili jego posunięcie zostanie odkryte i zabraknie mu pożywienia. Poprzez umysł, który w końcu jest ich umysłem, drapieżcy wtłaczają w życie ludzi wszystko, co im pasuje. W ten sposób zapewniają sobie pewne bezpieczeństwo, które niczym bufor neutralizuje nieco ich strach. – To nie o to chodzi, don Juanie, że nie mogę przyjąć tego ot tak – powiedziałem. – Mógłbym to zrobić, ale jest w tym coś tak ohydnego, że mnie po prostu odrzuca. Zmusza mnie do zajęcia w tej sprawie stanowiska oponenta. Jeżeli to prawda, że nas zjadają, jak to się odbywa? Na twarzy don Juana malował się szeroki uśmiech. Był zadowolony jak wszyscy diabli. Wyjaśnił mi, że czarownicy widzą niemowlęta jako dziwne, świetliste kule energii, pokryte od samej góry do samego dołu czymś w rodzaju lśniącej otoczki, przypominającej plastykową pokrywę, ciasno dopasowaną do ich kokonu energii. Powiedział, że to właśnie ta lśniąca otoczka świadomości stanowi pożywienie drapieżców i że do czasu osiągnięcia przez człowieka dorosłości pozostaje z niej jedynie wąski strzęp, który biegnie od podłoża do czubków palców u stóp. Strzęp ten pozwala ludzkości zaledwie na przeżycie, ale nic ponadto. Zupełnie jak we śnie słyszałem, jak don Juan Matus wyjaśnia mi, że o ile mu wiadomo, człowiek jest jedynym gatunkiem istot, u którego lśniąca otoczka świadomości leży poza tym świetlistym kokonem. Dlatego też jest łatwą zdobyczą dla świadomości innego rzędu, takiej jak ciężka świadomość drapieżcy. Następnie powiedział coś, co zdruzgotało mnie doszczętnie. Stwierdził, że ów wąski strzęp świadomości stanowi samo centrum autorefleksji, w której człowiek nieuleczalnie się pogrążył. Grając na naszej autorefleksji, która jest jedynym ocalałym punktem świadomości, drapieżcy tworzą rozbłyski świadomości, które następnie bezwzględnie pożerają. Podsuwają nam idiotyczne problemy, które wymuszają powstanie tych rozbłysków świadomości, i w ten sposób utrzymują nas przy życiu, żeby później móc się odżywiać owymi energetycznymi rozbłyskami powstałymi dzięki naszym niby-problemom. Musiało być coś w tym, co mówił don Juan; byłem w tym momencie tak zdruzgotany, że najzwyczajniej w świecie zrobiło mi się niedobrze. Po chwili, wystarczająco długiej, bym zdążył dojść do siebie, zapytałem go: – Ale dlaczego czarownicy starożytnego Meksyku i współcześni czarownicy nic z tym nie robią, choć widzą drapieżców? – Ani ty, ani ja nic nie możemy z tym zrobić – odrzekł don Juan poważnym, smutnym głosem. – Jedyne, co nam pozostaje, to poddać się dyscyplinie, dzięki której w końcu nie będą mogli nas tknąć. Jak chcesz wymagać od innych, by wzięli na siebie taki trud? Wyśmieją cię i wyszydzą, a co bardziej agresywni dadzą ci taki wpierdol, że popamiętasz. I zasadniczo nie dlatego, żeby nie chcieli ci wierzyć. Głęboko w każdym człowieku tkwi atawistyczna, intuicyjna świadomość istnienia drapieżców.
Sedno alchemicznego treningu polega na wyćwiczeniu mózgu tak, by przestał wykorzystywać neuronalne szlaki sygnałowe „umysłu gadziego”, czyli ciała psychicznego struktury do której nawiązuje Don Juan w książkach Castanedy, i którą w celach powiększania swoich zysków wykorzystują wszelkiej maści marketoidzi i reklamodawcy: