Możemy się spodziewać, że Zełenski będzie regularnie sięgał po to samo narzędzie, którego od dawna używają Izraelczycy: „Albo jesteś z nami, albo przeciwko nam”.
Nikt nie odbierze Zełenskiemu zasług w podtrzymaniu ukraińskiej suwerenności. Trudno z tym faktem polemizować. Niemniej coraz bardziej irytujący ton jego wypowiedzi, coraz jaskrawsza arogancja – przekłamana, czasami wręcz odstręczająca narracja historyczna, powoli nadwerężają jego wizerunek i to nie tylko w Polsce.
Zełenski zdaje sobie z tego sprawę. Ma jednak w zanadrzu broń, którą i on, i jego najbliżsi współpracownicy już wykorzystywali w ciągu ostatnich czterech lat, lecz teraz będzie ona przez nich eksploatowana z jeszcze większą częstotliwością. Otóż każda krytyka obecnych władz w Kijowie, nawet najłagodniejsza, może zostać zdefiniowana – przez samego Zełenskiego, jego ministrów, zastępy dziennikarzy i internetowych anonimów – jako wyraz „prorosyjskości”.
Tak było już dwa lata temu, w trakcie „kryzysu zbożowego”. Tak było miesiąc temu, w szczycie tzw. afery orderowej. Tak będzie teraz za każdym razem, gdy ktoś postanowi postawić jakąś niewygodną dla Ukraińców tezę, wyrazić gorzką prawdę w tej czy innej kwestii.
Możemy się spodziewać, że Zełenski będzie regularnie sięgał po to samo narzędzie, którego od dawna używają Izraelczycy: „Albo jesteś z nami, albo przeciwko nam”. W oczach Benjamina Netanjahu państwo żydowskie desperacko walczy o przetrwanie, a każde nieprzychylne zdanie na temat jego polityki ociera się o antysemityzm. W oczach Zełenskiego o przetrwanie walczy także Ukraina, a kto w nią uderza, kto wstrzymuje kolejne transze pomocy, kto nie przyjmuje jej wersji historii rzezi wołyńskiej, kto blokuje akcesję do Unii Europejskiej – działa ramię w ramię z Kremlem.
Niestety, wielu europejskich polityków – zapatrzonych w kijowskiego Churchilla / Mandelę / Wałęsę – jest gotowych tę retorykę naśladować. A wówczas zaczniemy się systematycznie przesuwać w stronę niebezpiecznej granicy, poza którą krytyka Ukrainy będzie równoznaczna z „negacjonizmem” rosyjskiej agresji.
Te metody są naturalnie wykorzystywane przez polskich rządzących, którzy mają urojenia o swoich pochodzeniu z Bliskiego Wschodu:
i rasie do której rzekomo przynależą: